Obiecane foty z Doliny Śmierci

Sobota, 8 grudnia 2007 · Komentarze(25)
Obiecane foty z Doliny Śmierci w Fordonie.

Dzisiejsza trasa: Bydgoszcz-Osowa Góra-Smukała-Opławiec-Żołędowo-Włóki-Hutna Wieś-Strzelce Górne-Jarużyn-Dolina Śmierci (Fordon).


Po obu stronach doliny groby ofiar


Pomnik dla upamiętnienia ofiar




Komentarze (25)

Bardzo, bardzo dziękuję! :)

Resztę napisałem już w mejlu. :)

Pozdrawiam!

Mlynarz 16:45 niedziela, 13 stycznia 2008

OK, znalazłem płytkę choć łatwo nie było - taki po przeprowadzce się bajzel zrobił, że gra była wśród płyt muzycznych gdzie zajrzałem prawie na końcu :)

Jeśli wciąż nie masz, daj jakieś namiary i wyślę ją jutro-pojutrze. Dojdzie akurat na święta :D

Booo 14:57 środa, 19 grudnia 2007

hahaha, ale się uśmiałem! :D
Ja jeszcze poszukam po swoich znajomych. Coś czuję, że w dniu Wiglii odpalę Baldura! :D
Już dzisiaj zacząłem robić porządki na dysku hehe
Oj... będzie się działo! :)

Mlynarz 20:11 poniedziałek, 17 grudnia 2007

OK, ale na szukanie czas będę miał raczej dopiero w czwartek, bo jak na złość przed świętami zarzucili nas robotą :( A to prawdziwe poszukiwania będą, bo płytkę widziałem po raz ostatni tuż przed przeprowadzką :D Trzeba będzie zejść do piwni... tfu, do podziemi, z magiczną pochodnią +5 i Okularami Prawdziwego Widzenia -2 (dioptrii) ;)

Boo 20:01 poniedziałek, 17 grudnia 2007

Byłoby super. Jeśli znajdziesz daj znać. :)

Mlynarz 17:36 poniedziałek, 17 grudnia 2007

Miałem gdzieś Tron Bhaala, sprawdzę czy ma zabezpieczenia przed kopiowaniem. Jeśli nie - mogę Ci przepalić i wysłać pocztą. Tam to dopiero są twardziele :D

Pozdro!

Booo 14:20 poniedziałek, 17 grudnia 2007

Kangax to właśnie ten lisz z krypty, który powstał po złożeniu złotej zbroi/ciała.
Skubany miał to pieprzone uwięzienie i labirynt. :D
Wymiatał krótko mówiąc! :D hehe

Jeszcze co mi się przypomniało odnośnie magów, to bardzo fajnym sposobem na nich była śmierdząca/zabójcza chmura. :D
To samo elegancko eliminowało obserwatorów, a i dość skuteczne było na smoki.

Mnie też naszła wielka ochota na Baldura. Kto wie... może w święta zacznę nową grę... :D
Ale muszę sobie skołować Tron Bhaala. :)

Pzdr!

Mlynarz 10:52 poniedziałek, 17 grudnia 2007

Ten Kangax to była ta fruwająca czaszka po złożeniu złotej zbroi? Bo jeśli tak to zgadzam się od razu - największy twardziel w Baldurze :) Na wszystko odporny, większość broni i czarów nieskuteczna, a w dodatku miotał czarami szybciej niż Minsc machał wekierą ;)

Z magami też tak często robiłem - pokazywałem się na sekundkę, a potem hyc za róg - albo do oberży - i po odpoczynku wracałem dobić drani :> Właśnie tak zdobyłem ten miecz na wampiry, bo miał go pewien lisz i nie chciał oddać...

Jeśli chodzi o wskrzeszanie - wydawało mi się że to zbyt naciągane ułatwienie. Jak ktoś z drużyny umierał to oznaczało że walka była przegrana - czyli "wczytaj grę" i próbować jeszcze raz :)

Ale teraz naszła mnie ochota zby zagrać jeszcze raz... Może w święta? ^^

Boo 18:02 niedziela, 16 grudnia 2007

Z magami była prosta sprawa...
Jeżeli nie udało mi się, bądź nie mogłem z nich zdjąć czarów ochronnych to po prostu czekałem, gdzieś z boku, aż ich czary same stracą moc. A potem to już młócka! :D

A Czarny Smok... pamiętam, że unieruchomił mi całą drużynę, ale wtedy zamieniłem się w zabójcę i zmiotłem go w pojedynkę hehe
To były czasy! :D

Pzdr!

p.s.
Najtrudniejszy dla mnie przeciwnik w grze to Demilisz Kangax! :D
Z nim to było na prawdę przerąbane.

A, dlaczego nie uznawałeś wskrzeszania?! Ja się często tym bawiłem. :D

Mlynarz 17:47 niedziela, 16 grudnia 2007

Najlepszą metodę miałem na wampiry - długi miecz "Ostrze słońca" (czy jakoś tak) - broń +3 i raz dzienie pozwalał rzucić promień słońca, który większość wampirów (z wyjątkiem tych najsilniejszych) kasowałna miejscu, a reszcie przeciwników w promieniu widzenia wlepiał 6k6 obrażeń :>
Golemy starałem się wywabiać pojedyńczo i lać wojownikami na przyspieszeniu ruchów, na obserwatorów można było gdzieś kupić tarczę chroniącą przed ich czarami. Łupieżcy zaś w walce bezpośredniej robili ze mną co chcieli - bo mój kensai miał 6 pkt inteligencji i zabijali go trzema uderzeniami :/ Przyzywałem więc ile wlezie niedźwiedzi i żywiołaków, a sam trzymałem się z dala...
A jeśli chodzi o smoki... Próbowałem aż się udało :P Do dziś pamiętam jak czarnego smoka położyłem jednym zaklęciem (palec śmierci, rzucony ze zwoju bo miałem za niski level), ale i tak musiałem wczytać grę bo zabił mi Minsca - a ja nie uznaję wskrzeszania ;)

A jak Ty radziłeś sobie z przypakowanymi magami którzy na dzień dobry rzucali z wyzwalacza po 10 czarów ochronnych i byli na wszystko odporni? Bo moim zdaniem byli gorsi nawet od wampirów...

Pozdro!

Boo 17:36 niedziela, 16 grudnia 2007

Ano tak, dwuklasowe postacie! :d
Nie bawiłem się Aerie, więc nawet nie wiedziałem, że jej druga klasa to kapłanka.

Co do Anomena, to miał on charakterek, ale podobało mi się to. :D
Często popyskował. Ale prawda jest taka, że miał problemy w domu ze swoim ojcem, później zabito w grze jego siostrę. Był z nim związany fajny quest.
A do tego wszystkiego dochodziła jego olbrzymia chęć wstąpienia do Zakonu Promiennego Serca. Po prostu chłopak był ambitny i miał ciężkie życie.
Dla mnie był bezcenny i lubiłem go prawie jak Minsca.

Gdy będę grał jeszcze raz w Baldura to budowanie nowej drużyny zacznę od Minsca i Anomena. :D
Chociaż korci mnie sprawdzenie np. Keldorna zamiast Anomena...

Anomen miał jeszcze jedną fajną rzecz, był mistrzem we władaniu wiekierą. Znalazłem mu porządną magiczną, ale nie pamiętam już jak się nazywa. W każdym razie rozwalił w pojedynkę masę golemów. Poza tym zrobiłem go odpornego na wysysanie poziomów i był moim chłopcem to wyżynania wampirów! :D

Ciekaw jestem, jakie Ty miałeś taktyki na golemy, obserwatorów, wamipry, łupieżców i smoki, bo to w sumie najgroźniejsi przeciwnicy w grze. :)

Pzdr!

Mlynarz 13:02 niedziela, 16 grudnia 2007

Przecież Aerie jest wieloklasowcem kapłan/mag ;) A Nalia/Imoen to dwuklasowcy mag/złodziej. Dzięki temu w drużynie nie brak żadnej "podstawowej" profesji, choć pojawiają się problemy, np. czy dana postać ma rzucić kulę ognia na przeciwników, czy uzdrowienie na swoich...
Poza tym małą drużyną gra się o wiele trudniej, ale za to więcej satysfakcji dają wygrane ;)

A Edwin i Minsc to jak ogień i woda... Za wyzywanie Boo też bym Edwinowi sprzedał criticala :D Szkoda tylko że to najlepszy mag w grze :/

A Anomen z nikim się nie żarł? Nie miałem go w drużynie, ale z rozmowu wywnioskowałem że to niezły d...k :D

Pozdrawiam!

Boo 08:16 niedziela, 16 grudnia 2007

hehe te wewnątrzdrużynowe kłótnie czasem kończyły się bójkami :D

Kiedyś Edwin zwyzywał Boo Minsc'a... :D
Oczywiście obaj się starli ze sobą.
Biedny Edwin. Zanim narzucił na siebie czarów ochronnych to Minsc zdążył sprzedać mu krytyka mieczem dwuręcznym hehe
Nic z Edwina nie zostało. Musiałem wgrać ostatniego save'a, bo była to dla mnie za duża strata. :)

Co do Twojej drużyny to muszę powiedzieć, że wygląda ciekawie. Niewątpliwie jej olbrzymią zaletą jest to, że jest tak nieliczna :D Doświadczenie szybciej zdobywały twoje postacie, a to ważne.

Zastanawiam się tylko, czy nie doskwierał Ci brak kapłana...

PZDR!

Mlynarz 04:18 niedziela, 16 grudnia 2007

Mój dream - team :) wyglądał następująco:
- moja postać (kensai)
- Minsc (na początku z mieczem dwuręcznym, później walka dwiema brońmi - wekiera i topór)
- Nalia (później zaś Imoen)
- Aerie

Minsc i mój bohater walczyli w pierwszej linii, Aerie odpowiadała za czary kapłańskie, Nalia/Imoen - za umiejętności złodziejskie. Dodatkowo Aerie + Imoen dysponowały świetnymi zaklęciami magów. Taką minimalistyczną drużyną grało się naprawdę świetnie, choć momentami było ciężko. Szkoda tylko że wszyscy mieli charakter "dobry", bo ominęły mnie wewnątrzdrużynowe kłótnie :)

Boo 14:05 sobota, 15 grudnia 2007

Minsc, Jaheira, Yoshimo (głupi dupek :P), Edwin (wiecznie z Minsciem się kłócili hehe), Anomen (bardzo go lubiłem).
Momentami do drużyny należał Keldorn, a na koniec, gdy zdradził mnie Yoshimo, wziąłem sobie Imoen.

Jak będę grał następnym razem to skompletuję inną drużynę. Kusi mnie posiadanie innego złodzieja niż Yoshimo, a także wypróbowanie łowcy Valygara.

Pochwal się swoją :)

Pzdr!

Mlynarz 12:31 sobota, 15 grudnia 2007

Na początku grałem stereotypowym wojownikiem (max siła i kondycja, o intelekcie szkoda gadać... ), później przerzuciłem się na kensai (jak na razie moja ulubiona profesja).
Dłuższy czas grałem też łowcą - łucznikiem, natomiast tak "na szybko", żeby zobaczyć zdolności postaci, rozpocząłem grę również "dzikim" magiem, kapłanem Talosa i zmiennokształtnym druidem.

Natomiast bardzo kusi mnie profesja mnich. Przejść całą grę bez użycia broni O.o W święta będzie co robić ;D

A jaką miałeś drużynę?

Boo 08:10 sobota, 15 grudnia 2007

Jakimi postaciami graliście chłopaki?! :D

Ja wymiatałem:
BARD - Skald
ZŁODZIEJ - Zawadiaka

Było miło :)
Ale mam ochotę na jakiegoś porządnego zderzaka (np. zrobionego z gnoma) lub potężnego maga! :)
Dlatego też jest pewne, że do Baldura kiedyś wrócę.

Mlynarz 03:43 sobota, 15 grudnia 2007

Nieeee!!!!!!!!!!!!!
Żadnych kompów w moim domu!!!!!!!
;)

czesiek 21:05 poniedziałek, 10 grudnia 2007

Śliczne tereny :)
Chciałbym tam być .

A propos Baldura .

Leży bidny jakieś 2 metry ode mnie świeci tytułem " BALDUR' GATE" czeka na czasy kiedy będzie więcej czasu :)

Misieq 16:58 poniedziałek, 10 grudnia 2007

Czesiek - a może jednak spróbujesz? Tylko się w prowiant zaopatrz, bo jak Baldursa odpalisz to od kompa wstaniesz co najwyżej za potrzebą ;)

Kiedyś to były porządne erpegi - jak należy w rzucie izometrycznym i na enginie Infinity... A teraz to całe trójwymiarowe tałatajstwo po prostu zgubiło gdzieś ten niepowtarzalny klimat. (kurna, dzisiaj narzekam jakbym miał 70-tkę na karku :D )

P.S. A ja nigdy nie zapomnę pierwszej potyczki z Firkraagiem (drużyna na 13-14 lvl). W pół minuty rozłożył wszystkich :O

Boo 14:19 poniedziałek, 10 grudnia 2007

Gra na kompie? To nie dla mnie.
Nie chcę mieć z kompami nic współnego. ;)

czesiek 12:01 poniedziałek, 10 grudnia 2007

Baldurs Gate II to najlepsza gra w jaką w życiu grałem!
Po prostu spędziłem przed nią kiedyś całe ferie po Świętach Bożega Narodzenia, później styczeń i następne ferie. To było coś pięknego. Klimat tej gry. Fabuła, która strasznie mnie wciągnęła i świetna drużyna.

Jeśli kiedyś będę miał dużo wolnego czasu to chętnie jeszcze raz ją przejdę całą! :D

Pozdrawiam!

p.s.
A Boo też strasznie polubiłem. :)
Kiedyś dałem tak na imię swojemu chomikowi. :D

Minsc był moim ulubionym kumplem w grze. Nigdy nie zapomnę, jak sprzedał uderzenie krytyczne czerwonemu smokowi z Wichrowych Wzgórz! :D To były czasy hehe

Czesiek to taka gra... prawie jak szachy :P

Mlynarz 10:20 poniedziałek, 10 grudnia 2007

O czym Wy w ogóle mówcie? ;))))))))))))

czesiek 10:12 poniedziałek, 10 grudnia 2007

O.o
W życiu bym nie pomyślał że ktoś pierwszym strzałem "rozgryzie" mojego nicka :O :D
Dokładnie o tego Boo chodzi - Wielki Miniaturowy Chomik Kosmiczny który robił takie urocze "squeak" jak się na niego kliknęło :) A na pomysł nicka wpadłem czytając Megatokyo - komiks sieciowy, w którym zwolniony z Bioware Boo zostaje... sumieniem maniakalnego miłośnika shooterów FPP :D

Ostatnio cały czas ciemno - to nikomu się nie chce jeździć. Ale nie mam nic przeciwko jakiemuś wspólnemu wypadowi - o ile nadążę :)

Boo 17:12 niedziela, 9 grudnia 2007

Boo jak mieszkasz w Bydgoszczy to może wyciągniesz naszą Agenciarę na rower?! Bo coś jej ostatnio nie chce się jeździć :D

p.s.
Ostatnio zastanawiałem się z Cześkiem skąd się wziął Twój nick. :)
Mi przyszło do głowy jedno... Baldurs Gate, Minsc i jego kozacki chomik! :D
Ciekawe, czy trafiłem hehe

Mlynarz 14:20 niedziela, 9 grudnia 2007
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa ziejz

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]