Wyprawa do dziekanatu - a tam cud nad Wisłą! Kolejki nie ma, za to pani w dziekanacie uśmiechnięta, miła, rozmowna - nawet sama się przyznała że dojeżdża do pracy rowerem :) W porównaniu do scen sprzed 2 tygodni wygląda to jak inna uczelnia...
Noga wciąż trochę boli, ale przypomniało mi się że za czasów PRL-u jak ktoś chorował, to się go wysyłało do sanatorium - do wód :) W ten też sposób zaplanowałem wycieczkę. Wróciłem do Fordonu, stamtąd - Strzelce Dolne i podjazdem do Górnych: Fotę zrobiłem u góry wcale nie po to, żeby choć chwilę odsapnąć ;) Wytrawni "górale" pewnie uśmiechną się z politowaniem na ten podjazd, ale jak się mieszka na nizinach to nie ma co wybrzydzać...
Ledwo wyjechałem zza osłony drzew - wiatr mało mnie nie przewrócił. Tak silnej wichury dawno nie było. Nie dość że wybitnie utrudniała jazdę, to jeszcze w połączeniu z mrozem (-7 stopni) dosłownie zamrażała... Zanim dojechałem do lasu maska przymarzła mi do kołnierza :/ Na szczęście w lesie było łatwiej i tak dojechałem do Jeziora Jezuickiego: W lecie wygląda o wiele ładniej (http://wirtualnabydgoszcz.pl/lasy_bydgoskie/jezioro_jezuickie.html)
Następnie trochę po lasach w tej okolicy: Kawałek na łyżwach ;) I z powrotem na kochaną Szosę Gdańską :/ Zanim dotarłem do Myślęcinka... ...mróz zrobił swoje. Zagadka dla spostrzegawczych: z której strony wiał wiatr? :D Stóp nie czułem wcale, więc podziwiając myślęcińskie jeziorko (po lewej słynna "wyspa mew"): ...cały czas dreptałem w miejscu aż nie odzyskałem czucia. Trochę to trwało... Później wróciłem przez Żołędowo na wysokość zjazdu do Strzelców (Strzelec?) Górnych, gdzie zdążyłem jeszcze zrobić fotkę dębowej alejki: Później niestety bateria siadła od mrozu. Szkoda, bo następny postój na "dreptanie" miałem przy Wiśle :( Następnie dojechałem szosą na Toruń do Pędzewa, ale do samego Torunia już nie dociągnąłem, bo stopy odmówiły współpracy. W drodze powrotnej jeszcze dwa razy musiałem się zatrzymywać na "tuptusianie". Mijający mnie kierowcy mieli ciekawe miny :D
Świetna wycieczka, ale muszę przyznać że takie długie wypady w zimie są trochę niebezpieczne... Mimo postoju w przydrożnym barze na ciepłą przekąskę, naprawdę ciepłej odzieży i termosowi nieźle zmarzłem - a podobno jestem zimnolubny ;). Dlatego nie sądzę żebym szybko powtórzył taki długi zimowy wypad.
Komentarze (12)
M-a-s-a-k-r-a! Taki dystans w takim mrozie... Ja bym juz dawno wyladowal w szpitalu z zapalenim pluc, tchawicy i bog wie czego jeszcze. Gratuluje zdrowka :]
De5troy3r - bingo! Wiatr zasuwał centralnie z prawej (czyli lewa na focie) i maska po tej stronie zamarzła mi na kamień - nawet widać kryształki lodu. Nawet nie było jak kasku zdjąć bo zapięcie też przymarzło. Warunki jak na Syberii ;)
Tak na serio robię sobie przystanki "na smarkanie i dreptanie" :) Też mam niby supergrube narciarskie skarpety (dzisiaj nawet podwójne) - ale co 1-1,5 h nie ma siły i muszę stopy rozruszać :( Próbowałem kiedyś jeździć w foliowych workach na stopach, ale to nawet gorzej - niby chroni przed wiatrem, ale zatrzymuje wilgoć która zamarza na stopach :/
Masakrator jesteś. Po wczorajszym dzwonie jeszcze dziś chciało Ci się tyle jeździć? Może ten mróz znieczula ból. Te dreptanie to chyba brak ukrwienia bo ja też to mam po 2 godz. Niby mam ochraniacze, kosmiczne skarpety wodo-wiatro-oddychajace, ale też mi zimno po tym czasie i muszę stopy rozruszać.
Nie wiem jak to wyglądało w terenie ale na zdjęciu wiatr wieje z prawej na lewą stronę zdjęcia Bo bardziej przymykasz oko z tej strony . chociaż to też może być robota słońca :)
BikeForum Team -
Jeżdżę bo lubię :) Rower to mój samochód, sposób na zdrowie i styl życia. W zawodach raczej nie startuję, choć nie mam nic przeciwko "przyjacielskim" wyścigom