Trochę zwariowany dzień...
Piątek, 25 stycznia 2008
· Komentarze(6)
Trochę zwariowany dzień... Rano wyruszyłem o 5 z zamiarem wykręcenia do 8.30 przynajmniej 95 km. Taa... W Fordonie nie było źle, później fragment lasem - wciąż wszystko OK. Wyjazd z lasu - i mało mnie wiatr nie wywrócił. Takiej wichury dawno nie było :( Dusiłem ile się dało, ale wyszło "zaledwie" 78 km i średnia ~ 22 km/h. Ale nie to się liczy, najważniejsze że zmęczyłem się za wszystkie czasy :P
Na drodze p-pożarowej nr 5 miałem z jednej strony wschód słońca, a z drugiej to:

Chyba zachód księżyca? :)
Przed punktem docelowym pstryknąłem jeszcze zakole Brdy, w tle hala sportowa "Łuczniczka" - i znów ten księżyc ;)

Później zajęcia, nic ciekawego. Nasz asystent nie miał dzisiaj na nas siły (dyżur miał biedaczek) i za naszą zgodą puścił nas przed 11 :) Po drodze do roweru złapałem tą piękną sroczkę:

W tle szpital im. Biziela. Chciałem wrócić do domu "małą pętlą" przez Żołędowo-Włóki-Strzelce (ok. 35 km), ale w Borównie komórka - "trzeba odebrać indeksy, a mnie autobus właśnie uciekł, a ty masz rower" i tak dalej :/ Co było robić - wróciłem, odebrałem (30 minut czekania aż się obchód skończy) i chciałem wracać tą samą drogą - ale - wstyd powiedzieć - nie miałem już siły ani ochoty :(
Zamiast tego powrót najkrótszą drogą, po drodze parę zdjęć mojego miasta widzianego z siodełka ;)
Panorama miasta:

Ścieżka rowerowa wzdłuż Kamienej praktycznie pusta - a ulica jak zwykle zakorkowana. Czemu nikt się nie przerzuci z blachosmrodu na rower? ;)

A tu już ścieżka wzdłuż ul. Inwalidów:

Na koniec już w samym Fordonie złapałem ekipę od "bezodwiertowej renowacji kanalizacji":

Brzmi intrygująco, ale te bijące w niebo opary nie wyglądają przyjemnie... Ciekawe czy aby nie szkodliwe? ;/ Jak widać wiatr wciąż nie odpuszczał. Za to pogoda rewelacyjna, wreszcie znów wyjrzało słoneczko :)
Na drodze p-pożarowej nr 5 miałem z jednej strony wschód słońca, a z drugiej to:

Chyba zachód księżyca? :)
Przed punktem docelowym pstryknąłem jeszcze zakole Brdy, w tle hala sportowa "Łuczniczka" - i znów ten księżyc ;)

Później zajęcia, nic ciekawego. Nasz asystent nie miał dzisiaj na nas siły (dyżur miał biedaczek) i za naszą zgodą puścił nas przed 11 :) Po drodze do roweru złapałem tą piękną sroczkę:

W tle szpital im. Biziela. Chciałem wrócić do domu "małą pętlą" przez Żołędowo-Włóki-Strzelce (ok. 35 km), ale w Borównie komórka - "trzeba odebrać indeksy, a mnie autobus właśnie uciekł, a ty masz rower" i tak dalej :/ Co było robić - wróciłem, odebrałem (30 minut czekania aż się obchód skończy) i chciałem wracać tą samą drogą - ale - wstyd powiedzieć - nie miałem już siły ani ochoty :(
Zamiast tego powrót najkrótszą drogą, po drodze parę zdjęć mojego miasta widzianego z siodełka ;)
Panorama miasta:

Ścieżka rowerowa wzdłuż Kamienej praktycznie pusta - a ulica jak zwykle zakorkowana. Czemu nikt się nie przerzuci z blachosmrodu na rower? ;)

A tu już ścieżka wzdłuż ul. Inwalidów:

Na koniec już w samym Fordonie złapałem ekipę od "bezodwiertowej renowacji kanalizacji":

Brzmi intrygująco, ale te bijące w niebo opary nie wyglądają przyjemnie... Ciekawe czy aby nie szkodliwe? ;/ Jak widać wiatr wciąż nie odpuszczał. Za to pogoda rewelacyjna, wreszcie znów wyjrzało słoneczko :)

