Huragan + deszcz = totalna
Przy wczorajszym odbieraniu indeksów okazało się że w kilku (łącznie z moim) brakuje podpisów profesorka z Torunia. Trzeba było jechać, ale jak rano wstałem i wyjrzałem za okno to mi ochota przeszła. Furtki nie można było przez ten wiatr otworzyć... postanowiłem poczekać, a nuż się wypogodzi - ale o 10 miałem dość i pojechałem. Droga która zwykle zajmowała mi 1,5 h tym razem wydłużyła się do ponad 2 h ostrego mielenia prawie centralnie pod wiatr.
Za to powrót... :D Wiatr tylno-boczny, a taki silny, że na dystansie 46 km średnia 31,1 mimo sporego zmęczenia i deszczu ^^ Mogłoby być nawet przyjemnie, ale byłem zbyt przemoczony, wykończony i głodny żeby taką frajdę należycie docenić :/
W sumie cieszę się żę wyszedłem, bo chociaż się solidnie zmachałem, ale gdybym nie musiał jechać, to w taką pogodę z pewnością zostałbym w domu...

