Wpisy archiwalne w miesiącu

Styczeń, 2008

Dystans całkowity:2054.25 km (w terenie 298.00 km; 14.51%)
Czas w ruchu:81:25
Średnia prędkość:25.23 km/h
Liczba aktywności:31
Średnio na aktywność:66.27 km i 2h 37m
Więcej statystyk

Ta sama trasa co dwa dni

Piątek, 11 stycznia 2008 · Komentarze(10)
Ta sama trasa co dwa dni temu, wzbogacona o krótki wypad do centrum. Znów nas puścili wcześniej, był więc czas żeby się wreszcie porządnie przejechać ^^

Szkoda tylko (tak jest, znów narzekam :> ) że taki syf na ulicach leżał... Po powrocie zrobiłem fotkę maszyny:



Wygląda na to że będzie trzeba umyć rower - a przecież to dopiero 2 m-ce od ostatniego mycia :D

Była zima - i już jej

Czwartek, 10 stycznia 2008 · Komentarze(2)
Była zima - i już jej nie ma :/ Niemal cały śnieg już się roztopił... Z jednej strony łatwiej się jedzie gdy nie ma lodu, ale z drugiej - wszędzie mokro i brudno co odbiera sporo z przyjemności jazdy :(

Trasa - dojazd na uczelnię.

Coś ostatnio nie ma warunków do jazdy - a tak chciałem pobić wreszcie granicę 2k km w m-c... Trudno, jak nie w styczniu - to może w lutym ;)

Gołoledź z samego ranka nie

Środa, 9 stycznia 2008 · Komentarze(4)
Gołoledź z samego ranka nie nastrajała zbyt optymistycznie, a tu niespodzianka: piękna, słoneczna pogoda. Szkoda tylko że lód na drogach długo się utrzymywał, trzeba było jechać bardzo ostrożnie.

W mieście widziałem "na żywo" elegancką stłuczkę, gdy jakiś miłośnik szybkiej jazdy nie wyhamował na lodzie i wjechał komuś w zderzak... Swoją drogą trzeba byś solidnie odmóżdżonym żeby w takich warunkach jak dzisiaj zasuwać tak na oko 90 km/h :/

To samo co wczoraj

Wtorek, 8 stycznia 2008 · Komentarze(5)
To samo co wczoraj - zarówno odnośnie trasy, jak i warunków. Jedyna różnica w tym, że dzisiaj miałem już błotnik i nie czułem się jakbym pływał w błocie ;)

Ciekawa rzecz - w mieście wszystkie ścieżki rowerowe są przejezdne, a w Fordonie - śniegu na nich po kolana :/

Wreszcie śnieg zaczął padać na

Poniedziałek, 7 stycznia 2008 · Komentarze(5)
Wreszcie śnieg zaczął padać na poważnie - szkoda tylko że dzisiaj tak ciepło :/ W rezultacie wczorajsza bajkowa sceneria przekształciła się dzisiaj w typowo "roztopowy" krajobraz - zwały rozmokłego śniegu na chodnikach i brudne, słone pośniegowe błoto na ulicach. A ja w tych warunkach jechałem bez przedniego błotnika :D Rezultat łatwy do przewidzenia, błotnik skleiłem zaraz po powrocie. Nie ma to jak właściwa motywacja ;)

Trasa - niestety - z kategorii "na uczelnię" :/

Rano pogoda jak z koszmaru

Niedziela, 6 stycznia 2008 · Komentarze(4)
Rano pogoda jak z koszmaru sennego - deszcz ze śniegiem + wiatr. Czyli jednocześnie zimno, mokro, ślisko, ciężko i brudno ;) Mimo iż to mój ostatni dzień wolnego i chciałem skorzystać ma maksa, nie dałem rady wykręcić więcej niż 52 km (standardowa trasa wokół miasta). Duży w tym udział tego, że wciąż nie naprawiłem przedniego błotnika, a wiadomo jaka to przyjemność z jazdy gdy wszelki syf z ziemi leci na twarz :(

Na szczęście po 11 zaczął prószyć piękny, puszysty śnieżek (już bez deszczu) i w 2 godziny przysypał miasto :) Skorzystałem więc z okazji i poszalałem w prawdziwym śniegu na polach i lasach w okolicy Doliny Śmierci i Myślęcinka. Chyba nie muszę dodawać że po świeżutkim białym śnieżku jechało się o niebo lepiej niż rano ;)

Patrzę właśnie za okno - wciąż pada :) Co to będzie jutro...

Do Torunia po szosie,

Sobota, 5 stycznia 2008 · Komentarze(5)
Do Torunia po szosie, na toruńskiej starówce ciacho + 2 herbaty na rozgrzewkę - i z powrotem. Ponieważ w drodze powrotnej wiatr mi wybitnie pomagał (Vmax 44,7 :O ) znalazłem jeszcze dość sił na kawałek po lesie. Odwiedziłem moje ulubione jesienne miejsce grzybobrań - las za Ostromeckiem, niestety nic nie rosło :D

Dzisiaj rano solidny mróz (-11,2), w stronę Torunia jechało się więc koszmarnie. Za to później się rozpogodziło i ogrzało, nawet słoneczko momentami wychodziło zza chmur :) Podobno od jutra ma się ocieplić...

Fot nie ma, bo wczoraj włożyłem baterię z aparatu do ładowarki... po czym zapomniałem podłączyć ją do prądu :P

Wyprawa do dziekanatu - a tam

Piątek, 4 stycznia 2008 · Komentarze(12)
Wyprawa do dziekanatu - a tam cud nad Wisłą! Kolejki nie ma, za to pani w dziekanacie uśmiechnięta, miła, rozmowna - nawet sama się przyznała że dojeżdża do pracy rowerem :) W porównaniu do scen sprzed 2 tygodni wygląda to jak inna uczelnia...

Noga wciąż trochę boli, ale przypomniało mi się że za czasów PRL-u jak ktoś chorował, to się go wysyłało do sanatorium - do wód :) W ten też sposób zaplanowałem wycieczkę. Wróciłem do Fordonu, stamtąd - Strzelce Dolne i podjazdem do Górnych:

Fotę zrobiłem u góry wcale nie po to, żeby choć chwilę odsapnąć ;) Wytrawni "górale" pewnie uśmiechną się z politowaniem na ten podjazd, ale jak się mieszka na nizinach to nie ma co wybrzydzać...

Ledwo wyjechałem zza osłony drzew - wiatr mało mnie nie przewrócił. Tak silnej wichury dawno nie było. Nie dość że wybitnie utrudniała jazdę, to jeszcze w połączeniu z mrozem (-7 stopni) dosłownie zamrażała... Zanim dojechałem do lasu maska przymarzła mi do kołnierza :/ Na szczęście w lesie było łatwiej i tak dojechałem do Jeziora Jezuickiego:

W lecie wygląda o wiele ładniej (http://wirtualnabydgoszcz.pl/lasy_bydgoskie/jezioro_jezuickie.html)

Następnie trochę po lasach w tej okolicy:

Kawałek na łyżwach ;)

I z powrotem na kochaną Szosę Gdańską :/ Zanim dotarłem do Myślęcinka...

...mróz zrobił swoje. Zagadka dla spostrzegawczych: z której strony wiał wiatr? :D

Stóp nie czułem wcale, więc podziwiając myślęcińskie jeziorko (po lewej słynna "wyspa mew"):

...cały czas dreptałem w miejscu aż nie odzyskałem czucia. Trochę to trwało... Później wróciłem przez Żołędowo na wysokość zjazdu do Strzelców (Strzelec?) Górnych, gdzie zdążyłem jeszcze zrobić fotkę dębowej alejki:

Później niestety bateria siadła od mrozu. Szkoda, bo następny postój na "dreptanie" miałem przy Wiśle :( Następnie dojechałem szosą na Toruń do Pędzewa, ale do samego Torunia już nie dociągnąłem, bo stopy odmówiły współpracy. W drodze powrotnej jeszcze dwa razy musiałem się zatrzymywać na "tuptusianie". Mijający mnie kierowcy mieli ciekawe miny :D

Świetna wycieczka, ale muszę przyznać że takie długie wypady w zimie są trochę niebezpieczne... Mimo postoju w przydrożnym barze na ciepłą przekąskę, naprawdę ciepłej odzieży i termosowi nieźle zmarzłem - a podobno jestem zimnolubny ;). Dlatego nie sądzę żebym szybko powtórzył taki długi zimowy wypad.

Zzzizimno... -9,2 przy wyjeździe,

Czwartek, 3 stycznia 2008 · Komentarze(22)
Zzzizimno... -9,2 przy wyjeździe, - 7 po powrocie.

Jako że mam wolne aż do poniedziałku, postanowiłem dobrze spożytkować czas i wykręcić następną "setkę". Po rzucie okiem na termometr dodałem kilka warstw odzieży ;) i w drogę!

Pogoda na dzisiaj - zimowa :)


Ja to nazywam "suchym" mrozem - niska temperatura + niska wilgotność, tak że nawet śnieg jest sypki jak mąka. Trasa mniej więcej taka jak 2 dni temu, tyle że w drugą stronę i mniej lasem a więcej po szosach.
Wstyd się przyznawać, ale jak przedwczoraj wymieniałem dętkę, to z tej złości na kiepski początek zostawiłem po sobie trochę śmieci... Może to śmieszne, ale sumienie tak mnie gryzło, że dzisiaj specjalnie zahaczyłem o tą okolicę aby po sobie posprzątać:


Hm... dam głowę że przedwczoraj była tu droga... Gdzie się podziała? :)


Szosa Gdańska - znowu :/ Ostatnio zbyt często tędy jeżdżę, a co za dużo to niezdrowo...


Jakieś 5 km za Włókami (ok. 25 km od domu) stojąc na światłach rzuciłem okiem na Vśr:

Równe 29 km/h ^^ Do gry włączyła się durna ambicja i postanowiłem wykręcić w zimie "letnią" średnią 29,5-30 km/h. Na efekty długo nie trzeba było czekać - na jednej z dróg (bardzo wąskiej) dla bezpieczeństwa przed wymijającymi samochodami trzymałem się jak najbliżej krawędzi - słowem jechałem po asfalcie przykrytym śniegiem. W jednym miejscu okazało się, że śnieg przykrywał też sporą łachę lodu. Skutek chyba łatwy do przewidzenia, a że jechałem wówczas prawie 36 km/h - nie był to "lekki" upadek. Krótko: z łokcia i kolana zrobiłem sobie befsztyki po tatarsku:

(zdjęcie niewyraźne, może to i lepiej bo widok paskudny), w połowie długości piszczeli krwiak i obrzęk jak kurze jajo. Spodnie dorobiły się dodatkowego otworu wentylacyjnego i upaprały krwią , bluza - o dziwo - wytrzymała. W przeciwieństwie do mnie rower wyszedł z tego bez poważniejszych uszkodzeń - wystrzępione siodło (tym razem z drugiej strony ;) ), przytarta kiera, urwany przedni błotnik i rozbita szybka manetki lewej (która mimo to wciąż chodzi).

Później jechałem nieco spokojniej, zimno mi tą nogę znieczuliło - i dobrze, bo ledwo rozgrzałem się w domu zaczęło boleć jak cholera. Kości i stawy na szczęście mam całe, ale tkanki miękkie urządziłem sobie na cacy T.T Obrzęk w ciągu godziny powiększyłsię o połowę. Nie wiem czy dam radę wyjść jutro na rower :(

Ale trzeba być optymistą - i tak świetna wycieczka :D

I uczcie się na moich błędach - nie wiadomo co leży pod śniegiem :/

Prawdziwa zima dotarła wreszcie

Środa, 2 stycznia 2008 · Komentarze(7)
Prawdziwa zima dotarła wreszcie do Bydgoszczy :)

-7 stopni, a że wczoraj było na plusie, dzisiaj większość dróg była tragicznie oblodzona. Po paru mniej lub bardziej (choć w większości mniej ;) ) kontrolowanych poślizgach stwierdziłem że nie warto ryzykować i trzymałem się wyłącznie dużych, odśnieżonych ulic. Innymi słowy, dzisiaj jeździłem w kółko po Szosie Gdańskiej (szerokie pobocze). Strasznie "odmóżdżająca" taka jazda po 15-km odcinku szosy przez prawie 60 km :D ale na koniec wróciłem sobie przez Zamczysko ćwicząc przy okazji drifting ;)