Tak jak myślałem, dzisiaj jestem - delikatnie mówiąc - nie w formie ;) Tak naprawdę to ledwo z łóżka wstałem, a jak na zajęciach schodziłem ze schodów to aż sie ludzie przyglądali co się tak sztywno ruszam :) Widać bieganie mi nie służy... Nabrałem nowego respektu dla "biegaczy" - mnie tak rozłożyło wczorajsze 1,5 h truchciku, a przecież są i tacy co taki dystans strzelają 3-4 razy w tygodniu O.o Rower jest jednak dużo przyjemniejszy ;)
Chyba z wczorajszej stłuczki wyciągnę jakiś zysk, bo amor i rama - na ile mogłem to ocenić są całe, więc do wymiany jest obręcz, połowa szprych, dętka i piasta ("kołnierzyk" troche się skrzywił). Jak to dzisiaj koledzy stwierdzili - tak można zarabiać na życie, schować się w krzakach i polować na "frajerów" :D W każdym razie ja dziękuję za taka robotę...
Pech jak nigdy... Tradycyjnie w przerwie zajęć na rower, pętelka Osielsko - Żołędowo - Niemcz - Myślęcinek, następnie z Myślęcinka lasem spowrotem do Żołędowa... gdzie na skrzyżowaniu jakiemus chojrakowi na podporządkowanej wydawało się że zdąży przede mną. A zdążył centralnie we mnie :/ Miałem z tego chociaz taką satysfakcję że wgniotłem mu kaskiem blachę na masce :P Nic poważniejszego nie stało się ani mnie, ani - z grubsza - rowerkowi, ale znów koło do wymiany. Dobrze że jechałem pod wiatr i na liczniku było koło 22 km/h (wichura :/ ). Pora przyjrzeć się amorkowi, bo to już drugie takie zderzenie na jego koncie.
Na szczęście chojrak nie zwiał w siną dal, a jak go postraszyłem policją to praktycznie od ręki zapłacił 400 zł na pokrycie szkód. Jeśli trzeba wymienić tylko koło to będę na plusie, ale jeśli dostało się też amorkowi lub - co gorsza - ramie, będzie chyba trzeba poprosić o więcej, lub kierować sprawę do sądu :(
W każdym razie na seminarkę oczywiście nie zdążyłem, bo do centrum miałem ze 20 km a do domu "tylko 15 :D I tak niezła jazda, bo z kołem na plecach i z rowerkiem z jednym sprawnym kółkiem dobiegłem do domu w 1h 34 min :) Ale jutro coś czuję że z łóżka nie wstanę :)
Podobnie jak wczoraj: kręcenie rano, w przerwie zajęć i po południu. Taki rozkład zajęć na uczelni to ja lubię :D
W sumie nie chciało mi się wracać na tą ostatnią seminarkę, ale jakoś tak wyszło że wpadłem. I niespodzianka - pierwsza od początku bloku lista obecności O.o Połowy grupy nie było... W piątek zalka, więc po cichu liczę że dla osób z listy będa jakieś "bonusy" ;)
40 km na uczelnię z samego ranka, co jest o tyle ciekawe że w linii prostej wyszłoby może 14 - nie ma to jak jazda baaardzo okrężną drogą :) W przerwie zajęć następne 10 i na zakończenie dnia powrót do domu przez Włóki i Strzelce Dolne (51 km). Wieczorkiem jeszcze 4 km do roboty, niby nic ale ziarnko do ziarnka... ;)
Wiatr jakby słabszy niż przez ostatnie 3 dni, ale i tak przeszkadzał. Fot jak zwykle ostatnio nie ma, ale mój komp wraca z serwisu we środę, więc może wreszcie coś pstryknę...
Dzisiaj z rańca widziałem w ogródku sąsiada szczura O.o Bydlę wielkie jak młody kotek... Pierwsza rzecz po powrocie do domu to inspekcja okien w piwnicy czy aby na pewno zamknięte ;)
Pod taki wiatr to jajo można znieść pedałując... Po 2 h miałem dośc i schowałem się do lasu. Słowo daję, po lesie jechałem szybciej niż szosą :) A powrót z wiatrem po prostu bajkowy - najpierw po szosach, następnie - polami. Na jednej ziemniej drodze w zakręt wjechałem z V ok. 34 km/h i naprawdę ledwo się zmieściłem, taki szeroki wyszedł poślizg. Rowerowy "drifting" to jest to, co tygryski lubią najbardziej :D
W mieście minąłem wywróconą ciężarówkę. Wg gapiów mijał ja tir, a gdy ją wyprzedził to nagły podmuch wiatru zepchnął ją do rowu. Ciekawe czy to prawda? Tak mnie dziś przewiało że raczej w to wierzę...
Wiatr że szkoda gadać, cały dzień deszczyk i nawet chłodnawo... Ale na otarcie łez zajęcia skończyły się przed pierwszą ("weekendowa promocja" wg asystenta ;) ), więc dałem radę choć trochę pokręcić.
Pod taki wiatr dawno nie jechałem, gdyby kask nie miał zapięcia to na pewno by odleciał :) Jakoś tak się głupio złożyło, że szosą pod wiatr, a z wiatrem wracałem w lesie, więc i tak nie było jak skorzystać :/
Mól komputer szlag trafił i jest w serwisie, więc niestety nici z fot, bo nie chcę nadużywać cierpliwości znajomych u krórych siedzę na necie...
Na uczelnię... dwa razy :) Skleroza nie boli, i bardzo dobrze... Co to za student co indeksu zapomina :P Wieczorem krótki kursik po polach dopóki się nie ściemniło.
Jestem z siebie dumny - pierwsza od 1,5 roku przejażdżka w SPD i żadnej gleby :) No dobra, wczoraj ćwiczyłem wpinanie i wypinanie na sucho i raz się przewróciłem... ale to się nie liczy ;)
Oczywiście teraz zacznie się zabawa z ustawianiem bloków, już teraz wiem że muszę je przesunąć sporo do przodu. Ale za to rower już prawie kompletny - klamka wreszcie dotarła, teraz już tylko siodło...
Mimo porannych chłodów na ulicach widać było nawet sporo rowerzystów. Widać że wiosna coraz bliżej :)
BikeForum Team -
Jeżdżę bo lubię :) Rower to mój samochód, sposób na zdrowie i styl życia. W zawodach raczej nie startuję, choć nie mam nic przeciwko "przyjacielskim" wyścigom