Po 4 dniach przerwy znów na siodełku - i cały ranek deszcz... To chyba jakieś fatum, bo od dwóch tygodni konsekwentnie wychodzę na rower akurat w najgorszą możliwą pogodę, zaś kiedy wracam (mokry i uświniony) to zwykle wychodzi słońce ;)
Mój osobisty rekord - 7 dni pod rząd po 150 km w dwóch turach dziennie :) Z jednej strony strasznie odmóżdżająca jazda (ta sama trasa dwa razy dzienie przez tydzień robi się nudniejsza niż obrady sejmu :/), ale z drugiej - może to ostatnia szansa żeby tak się wykończyć przed zbliżającą się zimą.
I postanowienie - przez najbliższe 3 dni nie dotykam roweru ;) Komentarz znajomego którego spotkałem dzisiaj w sklepie (na widok sposobu w jaki "chodziłem") - "Stary, dysk ci wypadł?" :D
W lesie trafiłem prosto w stertę świeżutkiej gliny na środku ścieżki (skąd się tam wzięła???) - w konsekwencji najpierw pół godziny doraźnego czyszczenia na trasie, a po powrocie godzina pucowania napędu i ramy :/
Jak co miesiąc podejście do "supermaratonu" 6x150 km. Trzeba korzystać póki można, bo jak tak dalej będzie się ochładzać to może być taka ostatnia jazda w tym roku :/
BikeForum Team -
Jeżdżę bo lubię :) Rower to mój samochód, sposób na zdrowie i styl życia. W zawodach raczej nie startuję, choć nie mam nic przeciwko "przyjacielskim" wyścigom