Pętla wokół miasta, a póżniej - korzystając ze ślicznej, słonecznej pogody - do znudzenia po polach i lasach za Doliną Śmierci. Skupiłem się na ćwiczeniu techniki jazdy, a zwłaszcza na wychodzeniu cało z zakrętów na drogach ziemnych przy 25-30 km/h. Z kilku cało nie wyszedłem ;) ale nic poważnego się nie stało, zresztą wydaje mi się że właśnie dzięki temu czegoś się jednak nauczyłem :)
Rozjazdówka po dniu wczorajszym, krótka i na luzie bo wczoraj nabawiłem się eleganckiego zapalenia gardła... Oddycham teraz jak Lord Vader, a głos mam jak Louis Armstrong w "Wonderful world" :D Zresztą dzisiaj warunki są tragiczne, wszystko się zmienia dosłownie co 10 minut. Ładnie to zresztą widać na fotce: Na jednym zdjęciu widać nisko przelatujące chmury "burzowe", leżące wyżej "deszczowe", na ziemi kałuże po ulewie - a na dokładkę fragment wesolutkiego, błękitnego nieba ;) Po prostu pomieszanie z poplątaniem...
Dzisiaj postanowiłem dokończyć wreszcie przeprowadzkę z rowerem z piwnicy do komórki pod schodami, którą w przyszłości zamierzam zmienić na taki swój miniwarsztat ;) Przy okazji zrobiłem wreszcie porządek ze swoimi rowerowymi gratami. Ponad połowę trzeba było wyrzucić bo do niczego się już nie nadawały... Z pozostałymi częściami jakoś się pomieściłem w niezbyt obszernej komórce: Kącik ciasny - ale własny :) Postarałem się żeby był jakiś porządek, na pierwszej półce czyszczenie + smarowanie, na drugiej - narzędzia, śrubki, dętki i oświetlenie: Trzecia półka poszła na napęd: A na czwartą trafiły przerzutki, manetki, klamki, linki, pancerze i hamulce: Na sam dół trafiły graty których nie chciałem wyrzucać, a z którymi w tej chwili nie mam co zrobić. Bardzo jestem ciekaw jak długo uda mi się taki wzorowy porządek utrzymać ;)
Przy wczorajszym odbieraniu indeksów okazało się że w kilku (łącznie z moim) brakuje podpisów profesorka z Torunia. Trzeba było jechać, ale jak rano wstałem i wyjrzałem za okno to mi ochota przeszła. Furtki nie można było przez ten wiatr otworzyć... postanowiłem poczekać, a nuż się wypogodzi - ale o 10 miałem dość i pojechałem. Droga która zwykle zajmowała mi 1,5 h tym razem wydłużyła się do ponad 2 h ostrego mielenia prawie centralnie pod wiatr.
Za to powrót... :D Wiatr tylno-boczny, a taki silny, że na dystansie 46 km średnia 31,1 mimo sporego zmęczenia i deszczu ^^ Mogłoby być nawet przyjemnie, ale byłem zbyt przemoczony, wykończony i głodny żeby taką frajdę należycie docenić :/
W sumie cieszę się żę wyszedłem, bo chociaż się solidnie zmachałem, ale gdybym nie musiał jechać, to w taką pogodę z pewnością zostałbym w domu...
Trochę zwariowany dzień... Rano wyruszyłem o 5 z zamiarem wykręcenia do 8.30 przynajmniej 95 km. Taa... W Fordonie nie było źle, później fragment lasem - wciąż wszystko OK. Wyjazd z lasu - i mało mnie wiatr nie wywrócił. Takiej wichury dawno nie było :( Dusiłem ile się dało, ale wyszło "zaledwie" 78 km i średnia ~ 22 km/h. Ale nie to się liczy, najważniejsze że zmęczyłem się za wszystkie czasy :P
Na drodze p-pożarowej nr 5 miałem z jednej strony wschód słońca, a z drugiej to: Chyba zachód księżyca? :) Przed punktem docelowym pstryknąłem jeszcze zakole Brdy, w tle hala sportowa "Łuczniczka" - i znów ten księżyc ;) Później zajęcia, nic ciekawego. Nasz asystent nie miał dzisiaj na nas siły (dyżur miał biedaczek) i za naszą zgodą puścił nas przed 11 :) Po drodze do roweru złapałem tą piękną sroczkę: W tle szpital im. Biziela. Chciałem wrócić do domu "małą pętlą" przez Żołędowo-Włóki-Strzelce (ok. 35 km), ale w Borównie komórka - "trzeba odebrać indeksy, a mnie autobus właśnie uciekł, a ty masz rower" i tak dalej :/ Co było robić - wróciłem, odebrałem (30 minut czekania aż się obchód skończy) i chciałem wracać tą samą drogą - ale - wstyd powiedzieć - nie miałem już siły ani ochoty :(
Zamiast tego powrót najkrótszą drogą, po drodze parę zdjęć mojego miasta widzianego z siodełka ;) Panorama miasta: Ścieżka rowerowa wzdłuż Kamienej praktycznie pusta - a ulica jak zwykle zakorkowana. Czemu nikt się nie przerzuci z blachosmrodu na rower? ;) A tu już ścieżka wzdłuż ul. Inwalidów: Na koniec już w samym Fordonie złapałem ekipę od "bezodwiertowej renowacji kanalizacji": Brzmi intrygująco, ale te bijące w niebo opary nie wyglądają przyjemnie... Ciekawe czy aby nie szkodliwe? ;/ Jak widać wiatr wciąż nie odpuszczał. Za to pogoda rewelacyjna, wreszcie znów wyjrzało słoneczko :)
Nawet niezłe warunki - przynajmniej porównując z wczoraj. Ze śniegu i lodu zostały już tylko kałuże :/
Dzisiaj znów widziałem znajomego "dziadka-szosowca", wygląda na to że jeździmy tą samą trasą o tej samej godzinie. Chyba mnie również poznał, bo sobie pomachaliśmy :) Szkoda że jutro go nie spotkam, bo wystartuję godzinkę wcześniej...
Na uczelnię, jechało się wyjątkowo ciężko - wczoraj rano śnieżyca, wieczorem ciepło więc się śnieg nadtopił. A dzisiaj w nocy znów mróz - i cały ten na wpół stopiony śnieg zamarzł na szklankę. W efekcie na ścieżkach rowerowych porobiły się lodowe "koleiny" na kilka cm, a jak się po czymś takim jedzie - wiadomo :/
Jako ciekawostka: rano na takiej morderczej nawierzchni minąłem kolesia na... szosówce O.o A ja miałem problem z opanowaniem maszyny na oponkach 2,1"... Szacunek! :)
Powrót zimy - rano jak sypnęło to całe miasto się zakorkowało... A ja zasuwałem sobie po dziewiczym śnieżku na ścieżkach rowerowych :) Po południu oczywiście zupełna "odwilż" - czyli nagły atak zimy trwał jakieś pół dnia ;)
Trasa - "dłuższa" na uczelnię + dziekanat w poszukiwaniu zaginionego indeksu :)
Dojazd dłuższą trasą na uczelnię. Pewnie przez cały tydzień będę tak jeździł, bo na nowym bloku zajęcia trwają od 8 do 15.30 i nie ma kiedy porządniej depnąć na pedały :(
Dzisiaj nie czuję się za bardzo na siłach na rower O.o Coś w tym m-cu tak chaotycznie jeżdżę że już mnie solidna słabizna w nogach dopadła... A może to ta pogoda tak człowieka dobija i dołuje? W każdym razie rower to ma być przyjemność, zmuszać się nie warto :)
Dzisiaj na luzie po zakupy. Dwa rodzaje chleba, bułeczki sojowe... i wiadomy dżemik - czyli śniadanko mistrzów :P
Trasa jak z 1 stycznia, ale ile się dało przejechałem polami. Nie dość że deszcz praktycznie non stop, to jeszcze wiatr w twarz. Ale cóż zrobić - "Just ridin' in the rain" ;)
BikeForum Team -
Jeżdżę bo lubię :) Rower to mój samochód, sposób na zdrowie i styl życia. W zawodach raczej nie startuję, choć nie mam nic przeciwko "przyjacielskim" wyścigom